Gra w osłabionym składzie to trudna sprawa. Wiedzą o tym drużyny piłkarskie, kiedy jeden z delikwentów dostanie czerwoną kartkę. Zdarza się nam grać koncerty we trójkę, gdy ktoś nie może i nie sposób znaleźć zastępstwa. To trochę jak z uciętą kończyną – boli, ale jakoś trzeba funkcjonować. Także Łopen Fest tym razem musieliśmy zagrać bez Grzegorza…

Pierwszy raz w historii naszego istnienia nasz koncert wisiał na włosku ze względu na warunki atmosferyczne. Kilka minut przed naszym wejściem na scenę przeszła nawałnica, która wyłączyła prąd i wprowadziła nas w konsternację, czy w ogóle ktoś będzie raczył zjawić się pod sceną. Na szczęście ekipa techniczna wraz z organizatorami spisali się wzorowo i zaraz staliśmy na scenie, zwarci i gotowi, przed tłumem ludzi. Podobno było fajnie, więc nie wchodzimy w polemikę z obiektywnymi krytykami.

Organizacja wzorowa. Czuliśmy się ugoszczeni i zaopiekowani. Tekla i Dembi to super ludzie. Aż chce się wracać w takie miejsca.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *